Gazeta Niedzielna

Słowo Boże minionej niedzieli odmieniło nie tylko Samarytankę, ale również wielu mieszkańców miasteczka Sychar. A stało się to możliwe między innymi dlatego, ponieważ ona przyprowadziła ich do Jezusa. Tylko Bóg jeden wie jak wielu ludzi, wciąż i nieustannie, umie patrzeć sercem. Wtedy można widzieć, nie oczami ciała, mówiącego do nich Pana.

Święty Antoni pustelnik spotkał na drodze swojego życia niewidomego chłopca i tak go pocieszał: „Mój drogi, ty wprawdzie nie masz takich oczu, jakie mają również kury i gęsi, a nawet muchy i komary. Ale za to masz takie oczy, jakie mają aniołowie – oczy, którymi można oglądać samego Boga i Jego światłość”. Pamiętam ten szczegół jeszcze z wykładów patrologii, że ów chłopiec wyrósł na jednego z wielkich myślicieli Kościoła. Żył w IV wieku, a po dziś dzień wymieniany jest w encyklopediach teologicznych pod nazwiskiem Dydym Niewidomy.

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi człowieka przeżywającego Wielki Post do świętego miasta Jeruzalem, w którym znajduje się sadzawka Siloe – co się tłumaczy – Posłany. W tym właśnie miejscu odbyła się jedna z tych niezwykle głęboko wzruszających rozmów. Pan Jezus pyta niewidomego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” A on z całą prostotą mówi do Chrystusa: „A któż to jest, Panie, ażebym w Niego uwierzył?” I Jezusowa odpowiedź: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do Ciebie”. Bo Pan Jezus już wcześniej przemówił do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe”. W ten sposób dał mu już jakiś znak rozpoznawczy, po którym można było poznać ten głos: Ten, którego słyszysz.

Chrystus Pan również i do mnie też kiedyś przemówił po raz pierwszy. Przecież w przeciwnym razie nie byłbym w Kościele, nie byłbym przy ołtarzu. A jednak dzisiejsza Ewangelia mnie niepokoi? Dlaczego? Ja wiem dlaczego. Jak bardzo gorliwi w służbie Bożej byli faryzeusze. Jak bardzo dobrze znali teksty Pisma Świętego, które zapowiadały przyjście Jezusowe. A kiedy Oczekiwany stanął pośród nich – okazało się, że są kompletnymi ślepcami. I pozostali w tych swoich ciemnościach, ponieważ odrzucili Jezusa. Ten Jezus był zupełnie niepodobny do Mesjasza, na którego oni czekali. Zdziwieni pytają: „Czyż i my jesteśmy niewidomymi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomymi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: Widzimy, grzech wasz trwa nadal”.

Ojciec Jacek Salij, pisząc o zaślepieniu, twierdzi, że to nie jest tak, że człowiek czegoś nie widzi. „Owszem, widzi, ale widzi fałszywie, a jest święcie przekonany, że widzi prawidłowo. Człowiekowi czasem wydaje się wówczas, że jest mądrzejszy od Pana Boga. Wie, jakie jest Boże przykazanie, ale wydaje mu się, że znalazł drogę lepszą od tej, którą wskazuje Pan Bóg. Zarówno całe narody, jak poszczególni ludzie, już bardzo dużo ucierpieli od takich większych i mniejszych zbawicieli, co to lepiej od Pana Boga wiedzą, gdzie leży dobro i na czym polega szczęście”.

Psalm 36 bardzo zwięźle mówi: „Zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi swej winy, by ją mógł znienawidzić”.

A więc zdrowe oczy, dobry wzrok, nie wystarczą do życia prawdziwego w pełni. Ilu ludzi cieszy się świetnym wzrokiem. Mogliby być pilotami samolotu odrzutowego. A od strony duchowej – są naprawdę niewidomymi. Pogrążeni w całkowitej ciemności.

Jest taki film pt. „Noc jest moim królestwem”. Akcja rozgrywa się w zakładzie dla ociemniałych. Niewidoma pensjonariuszka w pewnym momencie odzywa się do dyrektora tego zakładu, który ma zupełnie zdrowe oczy: Jakże ty jesteś ślepy!

Istnieje wiele form ślepoty. Dominikanin ojciec Flor McCarthy wymienia aż siedem przykładów:

„Egoizm: czyni nas ślepymi na potrzeby drugich;

Niewrażliwość: nie czujemy, że jesteśmy powodem ranienia bliźnich;

Snobizm: nie widzimy, że każdy człowiek ma jednakową godność;

Pycha: zasłania nam kompletnie nasze własne błędy;

Uprzedzenie: przesłania nam prawdę;

Pośpiech: sprawia, że po prostu nie widzimy piękna otaczającego nas świata;

Materializm: powoduje, że nie odczuwamy w sobie potrzeby duchowych wartości”.

To są takie ciężkie kotary, które zasłaniają okna naszych oczu i wtedy już nie widać ani dobra, ani prawdy, ani piękna. W świetle dzisiejszego Słowa Bożego staje się bardziej zrozumiałe zdanie, które powiedziała Helen Keller, niewidoma od dzieciństwa: „Największym nieszczęściem, jakie może spaść na człowieka nie jest to, że urodzi się niewidomym, ale że mając oczy, wciąż nie jest w stanie widzieć”.

Dlatego przyszedł Jezus. Sam o sobie mówi, że przyszedł „otworzyć oczy niewidomym”. Jeżeli sprawił cud, uzdrawiając niewidomego od urodzenia, to przede wszystkim po to, „aby się na nim objawiły sprawy Boże”. Chrystus mówi o sobie: „Jestem światłością świata”. To On otworzył oczy Zacheuszowi, Marii Magdalenie i dobremu łotrowi. I wciąż otwiera tym wszystkim, którzy się przyznają, że pogubili się na drodze swojego życia.

Panie Jezu, proszę Cię, wyrzuć z mojego serca faryzejskiego demona, którego wciąż widzę jak siedzi we mnie głęboko i spraw, aby moje oczy doznały Twojego dotyku – bo wtedy rozpoznanie Twojej obecności i usłyszenie Twojego głosu nie przesłoni żadna wątpliwość.

ks. Marian Łękawa SAC – Rektor PMK w Szkocji



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

ZOBACZYLI MARYJĘ

Wierzyć w Boga to znaczy zawierzyć i człowiekowi. Zaufać Bogu to znaczy zaufać i człowiekowi. Kochać Boga to znaczy kochać i człowieka. Jakże więc w Nią nie wierzyć, nie ufać Jej, nie kochać takiego Człowieka jak Ona.

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński