Gazeta Niedzielna

PRZED WIELKANOCĄ nasilenie ruchu na lotnisku Fiumicino sięga szczytu, a w hotelach rzymskich już od Niedzieli Palmowej nie sposób znaleźć miejsce jeżeli nie zamówiło się dużo wcześniej. Można przypuszczać, że ani lotnisko ani hotele nie były budowane z myślą o Wielkanocy. A właśnie w tym okresie, jak i na święta Bożego Narodzenia, ściągają do Rzymu setki tysięcy wiernych. Niektórzy z nich przynajmniej raz w życiu chcą przeżyć te największe święta roku chrześcijańskiego w mieście, które jest domem chrześcijaństwa. Przyjeżdżają z krajów  europejskich, z innych kontynentów, no i oczywiście z różnych stron Włoch.

Wprowadzeniem do wydarzeń Wielkiego Tygodnia jest procesja Niedzieli Palmowej na Placu św. Piotra. W tej uroczystości szczególna rola przypada młodzieży i w orędziu na tę niedzielę Papież ma wiele do powiedzenia ludziom młodym.

Zieleń Palmowej Niedzieli szybko znika z ulic i szybko zmienia się nastrój.

Trudno w Wielkim Tygodniu zwiedzać Rzym, gdy jest się tylko turystą. Dzieła sztuki religijnej znajdują się tu na ogół w kościołach, a w nich właśnie, w tej jednej porze roku, zasłonięte są fioletowymi opończami. Idąc  zatem bocznymi nawami Bazyliki św. Piotra można zrazu poczuć się dość nieswojo, nie znajdując znajomych obrazów i rzeźb.  Ale wszystkie są na swoim miejscu, tylko na chwilę jakby usunięte w cień, żeby nie rozpraszać skupienia ludzi, których myśli oscylują wokół wydarzeń sprzed blisko dwóch tysięcy lat w Jerozolimie, a tu przeżywanych na nowo, w czasie teraźniejszym. 

Tym bardziej widoczne są teraz stacje Drogi Krzyżowej, koło których w innych porach przechodzi się często bez zatrzymania. Teraz tempo przechodzenia przez świątynie spada dramatycznie: dla pielgrzyma jest akurat takie, jak tempo w którym można starać się pojąć znaczenie drogi Krzyża, ujętej dla nas w 14 stacjach. (Są teolodzy, proponujący 15 stacji, ze Zmartwychwstaniem jako ostatnią, tak aby wyjść poza perspektywę męki i grobu. Na razie tradycja przeważa). 

Wyjście z kościoła też nie zakłóca toku myśli. Gdy idzie się ulicami Rzymu w Wielkim Tygodniu,  miejsca dobrze znane wydają się jakby odmienione. Obok widzę wielu innych pielgrzymów: idą  grupami lub osobno – też jakby niepodobni do pielgrzymów okresu letniego, w którym nie wiadomo dokładnie kiedy kończy się pielgrzymowanie a zaczyna turystyka.

Trudno powiedzieć, by w zamyśleniu nad losem Chrystusa zatrzymał się czas. Ale Rzym jest tym dziwnym miastem, w którym prawie każdy zegar wskazuje inną godzinę. Zwykle jest na to sposób: spojrzenie na zegarek. Jednak teraz, w Wielkim Tygodniu, gdy nic nie zmusza do pośpiechu, te różnice między zegarami na wieżach i sklepach zwiększają uczucie ponadczasowości.

Kopia obrazu na rzymskiej ulicy

Już w poniedziałek, idąc z hotelu, zauważyłem młodego artystę, malującego na chodniku przy jednej z głównych ulic rzymskich, via del Corso. Takich malarzy ulicznych jest w Rzymie wielu. Przez prawie cały rok pokrywają kolorowymi kredkami kamienie i asfalt w tej części miasta scenami niekoniecznie religijnymi. Ale u tego artysty, Giovanniego, uderzała nie tylko tematyka (bo obok widziałem powstające w ten sam sposób kopie dzieł Rafaela i Michała Anioła). Uderzało przede wszystkim to, jak malował. Jakby nie istniało nic poza tym. Miałem wrażenie, że malując ogromny krzyż, ten człowiek się modli.

Następnego dnia zarysy były już tak wyraźne, że można było poznać w nich kopię obrazu Salvadora Dali: Krzyż nad wielkim jeziorem, widziany jakby z góry, na brzegu rybacka łódź. *

Giovanni pracował tak, jakby chciał towarzyszyć Chrystusowi na Golgocie. Klęcząc, dobierał kredki, z przewagą żółtego i niebieskiego, rozmazywał proszek na asfalcie. Obok stała puszka na monety, których przybywało, bo widzów było sporo.

———————————————————————————————————————-

*Salvador Dali namalował w 1951 r. słynny obraz “Chrystus świętego Jana od Krzyża”. Według artysty, była to próba ukazania wizji Ukrzyżowania, zapisanej graficznie przez hiszpańskiego zakonnika, mistyka, teologa i poetę, św. Jana od Krzyża (1542-1591). Oryginał znajduje się w kolekcji Kelvingrove Art Gallery w Glasgow. Szczególnie uderzająca jest w tym dziele perspektywa: Krzyż jest jakby zawieszony między niebem a ziemią i widziany z wysokości, z której nie mógł patrzeć na Ukrzyżowanie na Golgocie żaden człowiek.

——————————————————————————————————————–

Fala pielgrzymów skierowała mnie tym razem w stronę Bazyliki św. Jana na Lateranie, mającej – jak przypomina napis na architravie – tytuł Matki i Głowy Wszystkich Kościołów Miasta i Świata.

Wielki Czwartek. Lateran, niegdyś siedziba papieży, teraz będący jakby wyspą wśród arterii miejskich (obok drugiej w tym starożytnym archipelagu, z sanktuarium Świętych Schodów, Scala Santa) przeżywa swój wielki dzień. Zgodnie z tradycją, przynajmniej raz w roku, właśnie w Wielki Czwartek, papieże odprawiają Msze święte w tej bazylice, będącej ich katedrą jako Biskupów Rzymu. 

Dzień ten, jak przypomniał Papież Jan Paweł II w liście pasterskim do kapłanów, jest dniem „narodzin kapłaństwa” i stąd dorocznym świętem wszystkich księży. I nic dziwnego, że na tej wieczornej Mszy papieskiej w Bazylice świętego Jana kapłanów jest najwięcej: od kardynałów i biskupów, do niedawno wyświęconego księdza. Obok księży rzucają się w oczy dyplomaci, bo tradycja nakazuje też, by na tę Mszę przybył korpus dyplomatyczny, akredytowany przy Stolicy Apostolskiej. A więc plac między Bazyliką i słynnym obeliskiem zmienia się tego wieczoru w międzynarodowy parking. Gdyby jednak ktoś zbytnio zapatrzył się w paradne stroje i lśniące pojazdy wysłanników potęg tego świata, powinien koniecznie zobaczyć, jak Papież podczas Mszy św. w Bazylice Laterańskiej obmywa nogi biednym, których jest wtedy zwykle tylu co apostołów. Pojąć ten akt pokory i miłosierdzia wobec tych, którzy – jak mówi Ewangelia – będą pierwszymi.

W bazylice Ojciec Święty mówi o stałej aktualności dzieła Odkupienia. O ofierze Chrystusa, która powtatrza się na ołtarzach świata. O stałej obecności Chrystusa w Eucharystii – po wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Schodząc do Placu Weneckiego wstępuję do pobliskiego kościoła parafialnego. Kilkadziesiąt osób w adoracji Najświętszego Sakramentu. Chociaż w kościele stały ruch: jedni wchodzą, inni wychodzą, cisza jest uderzająca. Niełatwo taką w Rzymie znaleźć. 

Wracając przez via del Corso, znów widzę obraz Giovanniego. Teraz pod dużą plastikową płachtą, zakotwiczoną na brzegach kamieniami. Prawie co noc pada deszcz.

Wielki Piątek i dzieło prawie skończone. Jest już nawet podpis: Chrystus Świętego Jana od Krzyża według Salvadora Dali. Widać, że Giovanni jest trochę osłabiony. Jego oczy zrobiły się jakby większe, włosy ustawicznie opadają mu na twarz. Odgarnia je i na policzkach zostają pomarańczowo-niebieskie smugi od kredki. Obok zegar wskazuje dziewiątą, ale każdy widzi, że już popołudnie. Giovanni poprawia jeszcze szczegóły głowy i rąk Ukrzyżowanego,  jeszcze dotyka zarysu gór, wreszcie spogląda na swą pracę i jak mi się wydaje – przyklęka. Tak pozostaje długą chwilę.

Adoracja Krzyża. W Bazylice św. Piotra Papież wznosi Krzyż: Ecce Lignum Crucis, in quo Salus Mundi pependit. I wokół chylą się głowy przed tym znakiem cierpienia i upokorzenia, który stał się znakiem zwycięstwa i przez który dokonało się Odkupienie świata. Liturgia Męki Pańskiej.

Wieczorem zmienia się sceneria, ale Krzyż jest nadal w centrum, jako Znak Sprzeciwu. Koloseum, godzina 9-ta. Wśród nocy Papież prowadzi Drogę Krzyżową. Wolno idzie przez tłum wiernych pochód świateł. Przy każdej stacji rozmyślanie i modlitwa: „Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył”. Droga Krzyżowa kończy się na skraju Pallatynu. Tu według tradycji płonęły żywe pochodnie pierwszych chrześcijan. Papież wzywa do zachowania wierności Krzyżowi i do konsekwentnego wyznawania wiary słowem i uczynkami.

Stojąc u stóp Koloseum, zamierzonego przez budowniczych na ponadludzką skalę, lecz do wielkości wyniesionego dopiero cierpieniem wydającym się ponad ludzką miarę, w tę wielkopiątkową noc można lepiej pojąć ten sekret rzymskich uroczystości paschalnych: połączenie monumentalnego stylu i uderzającej prostoty. Setki tysięcy ludzi przybyło tu właśnie w oczekiwaniu na to przeżycie i pewnie nawet wstrząs. Jego przedłużeniem są sznury czekających przed konfesjonałami.

Wielka Sobota ma zawsze chyba w sobie nastrój wiosenny, nastrój pogodnego skupienia. Pielgrzymi też chcą robić zakupy. W sklepach Colomby – ciasta wielkanocne w kształcie gołąbka i sto innych przysmaków. Przy via del Corso nadal widnieje Chrystus Świętego Jana od Krzyża, Salvadora Dali i Giovanniego. Ale artysty nigdzie nie widać. Może i on poszedł wreszcie coś zjeść.

Wieczorem tłumy ściągają na Plac św. Piotra. Długie oczekiwanie w ciemnościach. O godzinie 10-tej Wigilia Paschalna – najważniejsza uroczystość roku kościelnego – rozpoczyna się obrzędem poświęcenia ognia. Przed obeliskiem Papież błogosławi i zapala świecę paschalną. Alpha et Omega. Ipsius sunt tempora et saecula. Procesja papieska przechodzi do ołtarza wzniesionego u stóp Bazyliki, przed pięknie ozdobionymi kolumnami. Lepiej można je będzie zobaczyć dopiero jutro rano. Teraz w półmroku zaczyna się Msza św. Paschalna. Na Gloria dzwony zwiastują święto Zmartwychwstania.

Ludzie wracają do domów i hoteli dobrze po północy. Tylko niektórzy zdołali jeszcze złapać ostatnie autobusy. Wielu wraca pieszo, ale jakoś humor im dopisuje.

Wielka Noc jest nocą krótką. Od 8. rano Plac św. Piotra znów się zapełnia. Ojciec Święty odprawia tu o 10. Mszę św. Wielkanocną w całym splendorze watykańskim. I oto znów następuje spotkanie Rzymu i świata. W południe błogosławieństwo papieskie Urbi et Orbi. Z całej rzymskiej wielkanocy ten moment znany jest teraz najlepiej na wszystkich kontynentach, dzięki radiu i telewizji. Papież pozdrawia w ponad 40 językach wszystkich ludzi którzy chcą słuchać jego głosu. A w orędziu wzywa, by każdy chrześcijanin wyznawał prawdę o Ukrzyżowanym, a jednak Zmartwychwstałym Chrystusie.

                                                    ———–  ooo ———-

Po słonecznej Wielkiej Niedzieli znów spadł deszcz. Gdy w poniedziałek rano szedłem przez via del Corso, zobaczyłem że wiatr podarł nakrycie obrazu. Deszcz zmył kolorowe kredki Giovanniego.  Na rzymskim chodniku pozostał tylko jaśniejszy od asfaltu zarys Krzyża, już bez przykutej do niego Postaci.

Wojciech Płazak

Copyright © W.Plazak, 2020



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

ABYŚCIE BYLI SYNAMI OJCA WASZEGO

Nie tylko to jest ważne, jaka jest obiektywna prawda, nie tylko to jest ważne, kto ma rację, ale jest również ważne, że drugi człowiek coś uważa za prawdę, że ma o czymś najgłębsze przekonanie i chce zgodnie z nim żyć. Do tego każdy ma zwyczajnie ludzkie prawo, a ty masz obowiązek to prawo szanować.

Taka jest podstawa tego rodzaju sprawiedliwości, która nazywa się tolerancją.

* * *

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński