Gazeta Niedzielna

Gdy wjeżdżamy do Londynu wiaduktem głównej szosy z lotniska Heathrow, wśród modernizmu architektury tej części miasta wyłania się jego strzelista, neogotycka sylwetka jak znak tożsamości. To kościół pod wezwaniem świętego Kutberta (St. Cuthbert’s), średniowiecznego misjonarza, biskupa Świętej Wyspy Lindisfarne, nazywanego apostołem angielskiej Północy.

W swym kompendium najznakomitszych kościołów Anglii, Simon Jenkins nie szczędzi słów podziwu dla piękna tej świątyni, na które składa się wiele elementów wystroju wnętrza. Ta kunsztowna ornamentacja, choć przypomina raczej wielkie kościoły Europy niż brytyjskie, jest dziełem miejscowych artystów, tworzących w XIX – wiecznym stylu zdobnictwa Arts and Crafts.

I tu właśnie, na Earl’s Court, w zachodniej części londyńskiej dzielnicy Kensington i Chelsea, wielu Polaków znalazło w ostatnich latach, przy gościnnej parafii anglikańskiej, także swój duchowy dom. W ekumenicznym braterstwie, a zarazem w wierności swemu katolickiemu wyznaniu. Przybywają tu do polskiej parafii świętego Wojciecha – u świętego Kutberta – z różnych stron Londynu, w różnym wieku, bardzo często młodzi, by w stworzonym przez nią klimacie duchowym, za jej misyjnym wezwaniem, oddawać cześć Bogu, pielęgnować wiarę, rozwijać swą duchowość, budować Kościelną wspólnotę i krzewić tradycyjne polskie wartości. Jak mówi proboszcz tej polskiej parafii, ks. Bartosz Rajewski, jest to otwarta na każdego wspólnota ludzi wierzących, a także wątpiących i poszukujących. Każdy może znaleźć w niej swe miejsce. O ile jednak “polskie miejsce” u św. Kutberta jest dość nowe, to ta szczególna parafia jest jedną z najstarszych polskich wspólnot wiary na ziemi brytyjskiej. Zyskała ona istotne miejsce w historii, to znaczy życiu indywidualnym i zbiorowym co najmniej już trzech pokoleń polskiej emigracji.

Z Brompton na Earl’s Court

Tu, na Kensington powstawała po II wojnie ta “Polska poza Polską”, w której emigracja żołnierska tworzyła instytucje, mające przechować demokratyczne tradycje niepodległej Polski poprzez długie lata zniewolenia komunistycznego. Tu, w dzielnicy wielkich muzeów, niedaleko słynnej królewskiej sali koncertowej Albert Hall, miało główną siedzibę potężne Stowarzyszenie Polskich Kombatantów, o parę ulic dalej obradowała Rada Narodowa RP na Uchodźstwie, tu działało Ognisko Polskie, w tamtych latach ze swym teatrem i ekspozycjami sztuki, tu narodziły się – Muzeum Gen. Sikorskiego, Polska Biblioteka w Londynie i inne zasłużone instytuty i zrzeszenia.

W tym gronie nie mogło zabraknąć na Kensington polskiej wspólnoty wiary. Głównym ośrodkiem duszpasterstwa Polaków w Anglii był od czasów przedwojennych kościół p.w. Matki Bożej Częstochowskiej i św. Kazimierza na Devonii, w północnej części miasta, pierwszy polski kościół w Londynie, który przez swą historyczną rolę w latach zmagań II wojny nazywany był katedrą wolnej Polski. Ale Polacy potrzebowali również w śródmieściu miejsca, w którym mogliby wspólnie i we własnym języku wyznawać wiarę i rozwijać życie religijne. I staraniem Polskiej Misji Katolickiej znaleźli je, jeszcze w latach wojny, w pięknym, neoklasycznym kościele Brompton Oratory, w samym centrum Kensingtonu. Odprawiane tam przez polskich księży Msze przyciągały istne rzesze Polaków, a obok, w kaplicy Little Brompton zaczęło rozwijać się duszpasterstwo młodzieży.

Ta wspaniała, jakby przeniesiona znad Tybru świątynia Oratorianów

Pierwszym opiekunem tej wspólnoty, z własnego zapału a wkrótce z biskupiej nominacji, został charyzmatyczny kapłan ks. Stanisław Bełch, uprzednio kapelan wojskowy, który w późniejszych latach zapisał się w historii duchowości polskiej jako wybitny teolog, pedagog, historyk oraz organizator życia religijnego i intelektualnego na emigracji. Miał już wtedy duże doświadczenie pracy z młodzieżą, zarówno uczącą się jak i pracującą, zdobyte przed wojną w Polsce. Rozumiał dobrze ludzi powierzonych jego opiece. Byli to najpierw, jeszcze w latach wojny, przede wszystkim studenci oddelegowani z Polskich Sił Zbrojnych na tutejsze uczelnie, według potrzeb czasu zwłaszcza techniczne. Po wojnie ich liczba znacznie wzrosła. Do kaplicy Little Brompton dołączali byli żołnierze i Polacy, których wojna rzuciła najpierw do innych krajów. Ten pierwszy polski duszpasterz akademicki w Londynie wysoko ustawił poprzeczkę: celem było wzmocnienie wiary poprzez modlitwę, sakramenty i formację duchową, także intelektualną, w wymiarze osobistym i wspólnotowym. Stały rozwój w wierze i kulturze chrześcijańskiej miał przygotowywać do zadań w życiu rodzinnym, zawodowym, w społeczności polskiej, także brytyjskiej czy europejskiej, do wnoszenia w nie, jak ewangelicznego zaczynu, swej wiedzy i motywacji chrześcijańskiej. Na tym gruncie starał się rozwijać w młodch zdolność do dobrych wyborów wśród prawdziwych szans i wielu złudnych świateł metropolii czy zawirowań rozbieżnych nurtów: aby nie zabłądzili, a gdyby to się zdarzyło, umieli odnaleźć drogę. Temu służyły świetnie planowane rekolekcje, programy wykładów i dyskusji, na przykład w założonym przez ks. Bełcha Kole Tomistycznym, czy prelekcji na palące tematy dnia. Tuż obok działały: Zrzeszenie Studentów i Absolwentów Polskich na Uchodźstwie, Katolickie Stowarzyszenie Uniwersyteckie Veritas, Polski Ośrodek Młodzieżowy ze swym popularnym klubem “Pod Parasolem” i (powstałe z inicjatywy ks. Bełcha) Hospicjum św. Stanisława, czyli dom studencki przy Earl’s Court Square. Ten ojciec duchowy wyznawał zasadę “całościowej opieki” nad wspólnotą. Ucząc wiary, śpieszył też kiedy trzeba było z pomocą doraźną, jeśli mógł także materialną. Były to ciężkie czasy dla wielu młodych, zwłaszcza tych którzy nie mieli tu rodzinnego oparcia.

Bliska, naturalna więź łączyła to duszpasterstwo ze środowiskiem Fundacji i Katolickiego Ośrodka Wydawniczego Veritas, powstałych w 1947 r. w Londynie – poprzez osobę kapelana-inicjatora obydwu, a także zbieżne cele formacji religijnej. W Veritatsowym gronie świeckich katolików były one realizowane, w szerokiej akcji wydawniczej, pod hasłem “Apostolstwa słowa drukowanego”.

Po kilku latach ksiądz Bełch odszedł do innych pilnych zadań edukacyjnych i wydawniczych. Była wśród nich skuteczna pomoc w założeniu polskiej szkoły średniej w Pitsford, zredagowanie i wydanie w Londynie, przez KOW Veritas, pierwszego w dziejach polskiego przekładu fundamentalnego dzieła chrześcijańskiej formacji – Sumy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu, uzyskanie doktoratu z historii Kościoła i prawa, a także napisanie wielkiego studium źródłowego o męczeństwie świętego biskupa Stanisława Szczepanowskiego. Po nim przyszli do tego duszpasterstwa godni następcy, wśród nich: ks. Tadeusz Kirschke, wybitny kaznodzieja, szeroko znany ze swych radiowych programów religijnych, ks. prałat Kazimierz Sołowiej, były kapelan wojskowy, później współtwórca polskiej parafii przy kościele św. Andrzeja Boboli na Hammersmith, który zyskał miano kościoła garnizonowego Polskich Sił Zbrojnych. Po nich duszpasterze, przysyłani do Brompton na krótsze okresy pracy. Myślę, że dla nich wszystkich wielką pomocą były wypróbowane wzory duszpasterstwa młodych, które zostawił im pierwszy kapelan.

W nowych czasach

Polskie parafie na wyspach brytyjskich rosły w siłę, powstawały nowe tam, gdzie osiedlało się więcej Polaków. Ale z tą wspólnotą na Kensington wiązała ludzi nie przynależność geograficzna – w tej dzielnicy, gdzie tak często słyszało się język polski mieszkało bardzo niewielu rodaków – lecz raczej jej charakter: odkrywane tu podobieństwo zainteresowań, nowy sposób mówienia o sprawach wiary i szczerość dialogu. I to wszystko na styku londyńskich arterii edukacyjnych i kulturalnych. Osobiście bardzo odpowiadało mi to środowisko studentów i młodzieży pracującej, urodzonych tutaj Polaków i coraz częściej też przyjezdnych z Polski, do którego dołączyłem w latach 60-tych. Było swoistym tyglem talentów, pomysłów i energii, żywej wiary, i przy nieraz odmiennych poglądach, szukania wspólnych dróg.

Sytuacja polityczna w Polsce od lat warunkowała pracę polskiego duszpasterstwa na emigracji. Gdy odchodziły wojenne pokolenia, liczba parafian w dużym stopniu zależała od tego ilu Polaków będzie mogło czy musiało wyjeżdżać z kraju. Zdławienie Solidarności i wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 r. spowodowało falę wyjazdów z Polski, zwłaszcza ludzi młodych, dobrze wykształconych, energicznych i zaangażowanych społecznie. Część z nich zasiliła polskie życie religijne, w tym wspólnotę na Kensingtonie, prowadzoną wtedy przez ks. Tadeusza Kuklę, duszpasterza akademickiego, który w młodości pełnił posługę wśród Polonii we Francji i w Niemczech, a później został rektorem tutejszej Polskiej Misji Katolickiej. Przyszedł nowy okres rozwoju tego duszpasterstwa, które było również platformą spotkania utalentowanych Polaków, urodzonych czy wychowanych w W. Brytanii z ich rówieśnikami znad Wisły, zdobywającymi uznanie na tutejszym gruncie.

Podobnie było, gdy znów szerzej otwarły się granice, a zwłaszcza po przystąpieniu Polski do UE w 2004 r. Nawet gdy tylko część tej rekordowej i rosnącej liczby przyjeżdżających wtedy na krócej i dłużej czy osiedlających się w Londynie, zafascynowanych nowym otoczeniem i zajętych układaniem nowego życia, szukała kontaktu z polskimi parafiami, to jednak ta część szła w tysiące. Ci przybysze wnosili w życie parafii nowy wigor i umiejętności i tak było też w Little Brompton. Znów okazało się, jak bardzo potrzebna jest Polakom ta duchowa przystań właśnie w centrum Londynu. Z tym nowym napływem zmieniał się jednak charakter tej wspólnoty. Tradycyjne ukierunkowanie jej na studentów, młodzież i inteligencję katolicką, nawet szeroko rozumianą, już nie wystarczało, traciło uzasadnienie przy obecnych potrzebach bardzo zróżnicowanej, spontanicznie scalającej się nowej emigracji. Duszpasterz akademicki, ks. Bartosz Rajewski, mianowany proboszczem parafii św. Wojciecha na South Kensington, zgodnie ze swym mandatem i z poparciem ówczesnego rektora Polskiej Misji Katolickiej, ks. prałata Stefana Wylężka otworzył tę parafię szeroko, na wszystkich szukających opieki duchowej, niezależnie od ich wieku, wykształcenia czy statusu; na rodziny jak i ludzi samotnych. Jednocześnie to duszpasterstwo wyszło jeszcze szerzej, ze słowem Bożym, ze swym programem formacyjnym poza mury kościoła, przy dużym zaangażowaniu świeckich parafian, dzięki zrozumieniu i sprawnemu wykorzystaniu nowych, wielkich szans jakie przestrzeń internetowa daje w pracy ewangelizacyjnej.

To, co łączy

Myślę o tych dwóch kensingtońskich kościołach: zbudowanych prawie dokładnie w tym samym czasie, katolickim na Brompton i anglikańskim na Earl’s Court, tak różnych zewnętrznie, ale doktrynalnie chyba znacznie bliższych sobie niżby to wynikało ze sztandarowych definicji przynależności: katolicki, anglikański. Kościół św. Kutberta swą liturgią bardzo widocznie należy do tego skrzydła Kościoła anglikańskiego, które jest historycznie bliskie katolicyzmowi. Natomiast wydaje mi się, że tym, co najbardziej je odróżnia jest wybrany przez gospodarzy styl duszpasterstwa. Ta wspaniała, jakby przeniesiona znad Tybru świątynia Oratorianów, i jej kaplica Little Brompton, która zawsze przemawia siłą i powagą sakralnego piękna, i która tak długo była dla nas ważną przestrzenią krzewienia wiary, mają szczególne miejsce w mojej pamięci. Jestem wdzięczny zgromadzeniu św. Filipa Neri za udzielanie nam przez 80 lat tego duchowego schronienia i za pomoc, dzięki której można było tak wiele osiągnąć.

Ale skoro władze zgromadzenia przed trzema laty, akurat wtedy gdy po niezwykle trudnym dla wszystkich okresie epidemii Covidu parafia miała wrócić do normalnego działania, wymówiły jej gościnę, i ks. Rajewski zmuszony był w krótkim czasie szukać dla swej wspólnoty nowej siedziby, to cieszę się że znalazł ją właśnie w kościele św. Kutberta przy Philbeach Gardens. Przede wszystkim dlatego, że Polacy zostali tu przyjęci z serdeczną życzliwością, jako mili przybysze. Proboszcz tej anglikańskiej parafii, ks. Paul Bagott gdy tylko dowiedział się o trudnej sytuacji polskiej wspólnoty na Kensington, zareagował szybko, pozytywnie i – jak mówił – z radością, bo gościnność jest powinnością i istotną częścią chrześcijańskiego życia. Gospodarzom najwyraźniej odpowiada styl polskiej religijności. Stworzyli przyjazny i dogodny klimat dla jej trwania i rozwoju, w życiu sakramentalnym, własnej liturgii i formach duszpasterskich parafii katolickiej – przy ekumenicznym zbrataniu, pod jednym dachem z parafią anglikańską.

Wnętrze kościoła pw. św. Kutberta przy Philbeach Gardens.
Zdjęcie zrobione przez Marcina Mazura podczas uroczystości 81. rocznicy istnienia parafii św. Wojciecha w Londynie, której przewodniczył Prymas Polski abp Wojciech Polak (16.04.2023)

To znamienny krok. Bo choć w naszych czasach niewielu kwestionuje samą ideę i potrzebę ekumenizmu, czerpiącego przecież motywację z modlitwy Chrystusa “aby wszyscy byli jedno” (J 17.21), choć ostatnie dziesięciolecia przyniosły ważne deklaracje międzywyznaniowe a także pewne postępy na drodze do jedności, choć Papież Jan Paweł II uczynił dla sprawy ekumenizmu więcej niż ktokolwiek inny w Kościele, to nadal jest to cel daleki. Problem w tym, że o ekumenizmie i dziś mówi się raczej jako dążeniu czy pragnieniu, które (może) spełni się kiedyś, w nieokreślonej jak latynoska “mañana” przyszłości. A czas nagli: wobec postępującej laicyzacji społeczeństw, marginalizowania religii w jednych a wyniszczania jej w innych krajach, wobec globalnych, egzystencjalnych zagrożeń, przezwyciężanie podziałów między chrześcijanami jest niewątpliwie nakazem chwili. Tylko przemawiając jednym głosem i działając razem, chrześcijanie mogą skutecznie bronić swej wiary i przyczynić się do uzdrowienia świata. Teraz koniecznie trzeba w nowym tempie przenosić ekumenizm ze sfery pobożnych życzeń w rzeczywistość. We wzajemnym szacunku dla tożsamości wyznań, przezwyciężaniu tego co dzieli historycznie i doraźnie, przy akcentowaniu i cieszeniu się z tego wszystkiego co już można robić wspólnie. Ostatnie dwa lata pokazały, że tak jest u św. Kutberta i myślę, że będzie to błogosławieństwem dla katolików i anglikanów w tym kościele a nawet przykładem dla innych.

Złota nić przewodnia

Co jest więc kluczem, co precyzuje najlepiej duszpasterski styl tej polskiej parafii w sercu Londynu? Kiedy szukam określenia, znajduję w pamięci słowa świętego Papieża Jana Pawła II z jego inaugurującej pontyfikat encykliki Redemptor Hominis, że człowiek – każdy bez wyjątku – jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła. I w tych słowach widzę wiodącą motywację działań tej wspólnoty parafialnej i jej proboszcza. Ich otwarcia na potrzeby ludzi w różnych uwarunkowaniach: tych już żyjących wiarą jak i poszukujących, tych którzy w tej pielgrzymce idą równym krokiem i tych, którzy nie nadążają, nawet gubią się po drodze. Tych, którzy borykają się z życiowymi problemami oddalającymi ich od Boga lub tych, którym trzeba cierpliwie pomagać w odnalezieniu miejsca wśród otoczenia. To dzieje się poprzez wychodzenie ludziom naprzeciw i słuchanie tego co mówią, poprzez angażującą ich katechezę i modlitwę. Rekolekcje głoszą tu wybitni kapłani, regularnie odbywają się promocje najciekawszych książek, wprowadzających w nowe, często zadziwiające doświadczenia wiary. Spotkania z ludźmi, którzy chcą podzielić się swoim świadectwem. Proboszcz głosi słowo Boże również w druku i internecie.

Niewątpliwie takie duszpasterstwo wymaga ogromu pracy, zaangażowania świeckich a także odwagi. Nieraz niesie trudności. Ale rezultaty tego podejścia są widoczne – na nabożeństwach i w inicjatywach pafialnych. Ks. Rajewski wytrwale prowadząc nas do Boga słowem i przykładem, zdobył sobie i uznanie i wdzięczność w naszej społeczności wiary. Cieszy to, że wybitni przedstawiciele polskiego Kościoła, wśród nich Ksiądz Prymas, arcybiskup Wojciech Polak, który dwa lata temu przybył na uroczystość rocznicową, akcentują swe poparcie dla parafii św. Wojciecha u św. Kutberta i pracy jej duszpasterza. Jest to też zapewne jedyna polska parafia do której napisał – i to pełen aprobaty – list Papież Franciszek. Ks. Bartosz Rajewski przypomniał, że jak św. Wojciech przed wiekami, tak niedawno Papież Franciszek niezmiennie uczyli nas, że w pracy duszpasterskiej nie możemy się bać zmian, ani nawet popełnienia błędów. W słowach papieskiej adhortacji Evangelii gaudium jest przestroga i zarazem nadzieja, że zamiast lęku przed popełnieniem pomyłki będziemy kierować się lękiem przed zamykaniem się w strukturach dających złudną ochronę.

Odrzucenie lęku cechowało od początku tę polską wspólnotę na Kensington. Nie mogło być inaczej. Myślę, że kontynuacja tego nurtu polskiego duszpasterstwa w sercu Londynu, jego rozwój przy stałym odczytywaniu “znaków czasu”, wzrastaniu w wierze i chrześcijańskim miłosierdziu, niesie otuchę – w tym świętym roku chrześcijańskiej nadziei i na przyszłość.

Pisane wiosną AD 2025

Wojciech Płazak

Dziennikarz i publicysta, w pracy społecznej przewodniczący Fundacji Veritas

—————————————————–

Powyższy szkic jest fragmentem książki pt. “WSPÓLNOTA jako Work in Progress”, zredagowanej przez księdza Bartosza Rajewskiego, zwierającej ponad 60 wypowiedzi, charakteryzujących tę niezwykłą parafię i pracę jej proboszcza. Omawialiśmy ją w Gazecie Niedzielnej Online – vide recenzja Agnieszki Okońskiej

Ksiądz Bartosz Rajewski we wrześniu 2025 r. zakończył swą 13-letnią posługę duszpasterską w parafiach w Londynie, w tym 11-letnią na Kensigton & Chelsea. Skierowany przez przełożonych do Rzymu, kontynuuje studia doktoranckie na Wydziale Prawa Kanonicznego Papieskiego Uniwersytetu ANGELICUM. Jest autorem licznych opracowań naukowych i publicystycznych z zakresu prawa kanonicznego i historii Kościoła, a także książek Zgorszeni Bogiem (2022) i Zgorszeni Kościołem (2025). —————————————— * ———————————



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

NIECH BĘDZIE UKRZYŻOWANY

Ofiara Jezusa to Jego życie. Życie w wolności. Życie człowieka, który potrafił wyzwolić się od przymusów wewnętrznych, od nacisków zewnętrznych, który myślał, mówił, działał zgodnie ze swoim sumieniem. Stanął w obronie człowieka w imię Prawdy i Sprawiedliwości. Krzyż Jezusa to tylko konsekwencja Jego życia.

* * *

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński