Gazeta Niedzielna

Jakże przejmujące musiało być to spotkanie. Na widok Jezusa Jair, ojciec umierającej córeczki, upadł Mu do nóg usilnie prosząc o ocalenie życia dla swego ukochanego, umierającego dziecka (Mk 5,22).

Niezmiernie trudno jest pisać, jak potworną dla rodziców jest wiadomość, że ich dziecko umiera… Jakże wtedy nadludzkie siły potrafi wyzwolić głęboko pojęte ojcostwo i macierzyństwo. Rodzice zdolni są do wielkich poświęceń, nie wahają się podjąć wszelkich dramatycznych kroków, byleby tylko dziecko żyło… Kiedy natomiast już wszystko zwodzi, pozostaje jeszcze nadzieja w Bogu…

Chcąc pełniej zrozumieć dramat Jaira, należy zwrócić uwagę, że był on przełożonym synagogi. Zapewne wiele razy w swych dramatycznych modlitwach prosił Jahwe, Boga Izraela o pomoc… Co się więc w nim samym stało, że pozostawiając modlitwy i synagogę zwrócił się do Jezusa znanego już w Galilei nauczyciela i cudotwórcy? Uczynił to jako przełożony faryzeusz i to nie tylko wbrew uczonym w Piśmie, którzy już na Jezusa rzucali oszczerstwa mówiąc, że ma On w sobie Belzebuba – władcę złych duchów (por. Mk 3,22). Uczynił to też wbrew faktom, bowiem przyszli już ludzie i donieśli mu, że jego córeczka umarła. Jair uczynił to również wbrew sobie, bowiem jako faryzeusz nie wierzył on przecież w zmartwychwstanie! Niewątpliwie był to akt desperacji człowieka, ojca, aby tylko jego córeczka żyła i ocalała... (Mk5, 23).

Jakże znamiennymi są tutaj słowa Jezusa, który po uciszeniu burzy żywiołów (por. Mk 4, 35-41), słowami nie bój się ucisza burzę serca ojca (Mk 5, 36). Co więcej przywraca mu zachwiany przez doświadczenia fundament jego życia. Jego uwagę i serce na powrót kieruje ku Bogu, mówiąc „wierz tylko!” (Mk 5, 36).

To wszystko, co się później stało, jest misterium, tajemnicą Miłości Boga, Tak samo jak to miało miejsce na górze Tabor, Jezus zabiera ze sobą tych samych uczniów świadków Jego Przemienienia (Mk 5, 37). Tutaj w pokoju odsuwa zgiełk ludzki, zaprasza rodziców. Wreszcie pochyla się nad dziewczynką i mówi „talitha kum” – Dziewczynko, mówię ci, wstań! (Mk 5, 41).

Ten cud czyni ten, Który stale pochyla się nad nami. Do nas mówi, nas obmywa, podnosi, podtrzymuje, abyśmy wstali, abyśmy żyli. Aby to się dokonało, Bóg Ojciec godzi się, aby Jego Dziecko, Jego Syn umiłowany umarł…

Jest to misterium, do którego wnętrza nas zaprasza, abyśmy się nad nim z sercem pochylili.

Gazeta Niedzielna, 2 lipca 2006 r.



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

A WY MÓWICIE TAK: OJCZE NASZ

My niepokorni. Ale jak może być inaczej, skoro za Mistrza mamy Tego, który powrozami wyrzucał kupców ze świątyni, który powiedział faryzeuszom i saduceuszom, przełożonym swojego narodu: ,, Biada wam, rodzaju jaszczurczy, boście jak groby pobielane". My niepokorni. Bo my nie z głową w prochu, czołem bijącym przed Bogiem - Panem, Władcą, Królem, ale my do Boga mówimy: Ojcze. My niepokorni. Jak może być inaczej, skoro mówimy do Jego Syna: Bracie.

I gdybyś był inny, toś źle zrozumiał, toś ty nie z tej szkoły - toś ty nie chrześcijanin.

* * *

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński