Gazeta Niedzielna

Otworzyć drzwi Chrystusowi, o co tak usilnie apelował Jan Paweł II, to świadomie i dobrowolnie pozwolić na to, aby w nas, w naszym życiu pojawiła się raz jeszcze tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Bóg swoją miłość ku nam okazuje przez to, że Chrystus umarł za nas, został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia. Jeżeli ta śmierć i zmartwychwstanie nie zrealizuje się ponownie w życiu poszczególnych ludzi, to dramat krzyża staje się w tych konkretnych przypadkach bezowocny. Rozumiał to doskonale Adam Mickiewicz pisząc słowa: „Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, kto sam na sercu swoim krzyża nie wystawi”.

Zmartwychwstanie człowieka

Chrystus musi najpierw wejść w nasze życie, niejako utożsamić się z nami. Musi wejść w świat naszej codzienności, naszego brudu i grzechu; musi nasz grzech wziąć na siebie i w zjednoczeniu z nami, w pełnej świadomości i w zgodzie z naszą wolna wolą – uobecnić swoją krzyżową śmierć. To moment, w którym – przybity do Chrystusowego krzyża – umiera w nas stary człowiek. Ale nie jest to tylko zniszczenie i śmierć. W tym samym momencie, w pełnym zespoleniu z Chrystusem, rodzi się w nas na nowo, zmartwychwstaje nowy człowiek – stworzony w sprawiedliwości i świętości prawdy. Jest to jedyne w swoim rodzaju, najważniejsze wydarzenie dziejów, które raz widzialnie dokonało się na Golgocie,  a teraz uobecnia się zawsze, gdy zniewolony mocą zła człowiek otwiera drzwi Chrystusowi i woła: Przyjdź, aby mnie wyzwolić!

Narodzić się na nowo

W pamiętnej rozmowie z Nikodemem, Chrystus tłumaczył, że tu właśnie leży sens dziejów zbawienia: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swojego dał, aby świat nie zginął, ale miał życie wieczne”. Ale w tej samej rozmowie ubolewał, że nawet duchowi przywódcy Izraela nie rozumieli, co znaczy, że trzeba narodzić się na nowo.

Tragedia Izraela polegała na tym, że ani przywódcy, ani większość narodu do końca nie rozumieli, że trzeba narodzić się na nowo; że trzeba otworzyć drzwi Chrystusowi – w Nim umrzeć i w Nim zmartwychwstać. Tak, jak na początku nie przyjęli Go w Betlejem, tak potem wywlekli Go poza mury świętego miasta Jerozolimy i na wzgórzu Kalwarii ukrzyżowali.

Każdy z nas staje wobec pytania: „Czy ja otwieram swe drzwi Chrystusowi? Czy Go w ogóle dostrzegam? Czy jest mi potrzebny? A jeśli tak; jeśli otwieram drzwi i wołam „Przyjdź”, to po co? Czego oczekuję? Lepszej doli? Poprawy warunków życia osobistego i społecznego? On jest wszechmocny, On wszystko może uczynić, lecz Syn Człowieczy przychodzi po to, abyśmy umarli dla grzechu, narodzili się na nowo i żyli w sprawiedliwości i świętości prawdy.

Niebezpieczne złudzenie

Dlaczego tak trudno nam otworzyć drzwi Chrystusowi i zawołać „Przyjdź!”? Różne są tego przyczyny. Na pierwszym miejscu trzeba postawić fakt, że zła i grzechu nie dostrzegamy w sobie. Ile ostrych słów kierował Pan Jezus do tych, którzy samych siebie uważali za sprawiedliwych. W bardzo niebezpiecznym złudzeniu żyje człowiek, gdy sam siebie uważa za sprawiedliwego. Wtedy Bóg nie jest mu potrzebny, nie jest mu potrzebny Chrystus i Jego zbawcze dzieło, nie jest mu potrzebny Krzyż. Dlatego Bóg poucza nas: nie ma sprawiedliwego – ani jednego, wszyscy zgrzeszyli. Chrystus woła: poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli – poznacie, że w was mieszka zło.

Papież Leon Wielki mówił, że na Jezusa ukrzyżowanego trzeba patrzeć tak, aby w Jego Ciele ujrzeć własne ciało, zaś św. Paweł powiedział: z Chrystusem jestem przybity do krzyża. Zatem, aby narodzić się do nowego życia, trzeba wpierw zanurzyć się w Chrystusową śmierć. Musi umrzeć człowiek grzechu, aby zmartwychwstał człowiek nowy. Kościół nazywa ten proces nawróceniem, przemianą, pokutą. Ostatecznie jest to śmierć zadana grzechowi, a my właśnie często tego przejścia przez śmierć się boimy. Wiemy dobrze, że ta śmierć oznacza zmianę sposobu myślenia, oceny i wartościowania. Ta śmierć oznacza odejście od pewnych sytuacji, osób, może nawet rezygnację ze stanowisk, z niektorych źródeł dochodu. Wiemy też, że ta śmierć oznacza zmianę postępowania na każdy dzień. Ale ci, którzy  należą do Chrystusa, ukrzyżowali swe ciało ze swymi namiętnościami. Mając zaś życie Ducha, do Ducha się stosują, a owocem Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność i opanowanie.

ilustr. A. Głuszyński w: Ks. M. Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978

Zawierzenie

Otwieranie drzwi Chrystusowi, nawracanie się do Boga, zmartwychwstawanie do nowego życia to proces wewnętrzny, chwilami trudny do uchwycenia nawet dla nas samych. Jawi się pytanie: czy istnieje jakiś znak, po którym można niezawodnie poznać, że się nawracam, rodzę się na nowo, że Chrystus staje się Panem mojego życia? Takim właśnie znakiem jest całkowite zdanie się na Boga – zawierzenie. Pismo św. wielokrotnie ukazuje, czym ono jest i czym powinno być. Człowiekiem zawierzenia był Abraham, była Maryja. Ostatecznym wzorem i nauczycielem zawierzenia jest sam Chrystus, który powiedział: moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który mnie posłał.

Zawierzyć to uznać, że Bóg jest najwyższą normą dobra i zła. Jego prawo jest niezawodnym drogowskazem na szlaku naszej życiowej wędrówki. Każdy człowiek, zarówno wierzący jak i niewierzący, staje przed pokusą samodzielnego decydowania o tym, co dla niego jest korzystne lub niekorzystne, co dobre, a co złe. Wydaje się nam, że sami najlepiej wiemy, jak realizować drzemiące w nas tęsknoty i pragnienia. Sami chcemy być panami swoich dróg i sędziami swoich czynów. I właśnie wtedy bezwiednie dajemy się prowadzić żądzy przyjemności lub zysku.

Przeciwieństwem zaufania złożonego w samym sobie jest zawierzenie Bogu. To może być trudne, bo zawierzyć to znaczy wypełnić każde słowo Boże – do końca i bez reszty. Zawierzenie powiodło Abrahama w obce, nieznane strony. Zawierzenie Maryi kazało stanąć pod krzyżem, na którym konał Jej Syn. Zawierzenie dało Maksymilianowi Kolbe moc do trwania w oświęcimskim bunkrze śmierci. Zawierzenie nie zawsze wiedzie na wygnanie, do więzienia, pod krzyż, bo różne są plany i drogi Boże. Może wyrazić się po prostu w uczciwym pełnieniu posłannictwa ojca czy matki, posłannictwa lekarza, nauczyciela czy kapłana. Ale zawsze bedzie ono polegało na realizacji Chrystusowych słów: ja zawsze czynię to, co się Ojcu podoba.

W mocy Krzyża

Nie można czynić nieprawości w świątyni Boga, jaką jest dusza ludzka. Nie można uznawać się za chrześcijan, a równocześnie pełnić złe uczynki. Oto teraz czas zbawienia. Chrystus stoi u naszych drzwi. Jego herold, Jan Paweł II, wołał: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! – Nie myśl, że te słowa odnoszą się tylko do różnych systemów politycznych, społecznych i gospodarczych. Nie myśl, że słowa te odnoszą się tylko do ludzi obcych religii, kultur i ideologii. Nie myśl, że te słowa odnosza się tylko do innych. To poparte całą powagą Ewangelii papieskie wezwanie odnosi się wprost do ciebie i do mnie. Do nas wszystkich. To Chrystus nam dzisiaj mówi: Nawróć się. Uznaj swój grzech. W mocy Krzyża umrzyj złu. W mocy Ducha wstań i żyj. To do ciebie i do mnie Kościół dziś woła: Wstań, który śpisz, a oświeci cię Chrystus.   

Ze zbioru rozważań ks. Edwarda Okońskiego



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

OJCIEC WASZ NIEBIESKI

Jeszcze jeden kęs chleba, łyk wody, uderzenie serca. Jeszcze jeden dzień, noc, pogoda, deszcz, powiew wiatru, płatek śniegu.

Jeszcze jedna radość, smutek, zmęczenie, odpoczynek, dobroć, przykrość, zachwyt, rozczarowanie, przyjaźń, samotność.

Jak dziękować?

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński