Gazeta Niedzielna

Liturgia Słowa z ostatnich dwóch niedziel skupia się wokół tajemnicy Bożego posłannictwa. W Starym Testamencie Bóg wybierał proroków, a kiedy nadeszła pełnia czasów posyła obiecanego i zapowiadanego po wielokroć i to nawet w najdrobniejszych szczegółach swojego Syna. I Boży Syn przyszedł i przywrócił mieszkańcom tej ziemi utraconą Bożą bliskość, swoją krwią wymazując ludzką winę. Aby zaś dokonane dzieło jednania trwało, Chrystus zechciał powołać najpierw apostołów, a potem we współpracy z ludem Bożym wciąż dokonuje nowych powołań, „bo żniwo jest wielkie a robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje”.

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus zaczyna już przygotowywać uczniów, którzy dopiero co powrócili ze swojej pierwszej misji, na przyjęcie wielkiej tajemnicy wiary. Tą tajemnicą będzie Eucharystia. Patrząc na zmęczonych pierwszych misjonarzy Jezus mówi do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Św. Marek zaznacza, że „nawet na posiłek nie mieli czasu”. Posiłkiem dla ciała jest chleb. Dlatego Chrystus już za niedługo powie o sobie, że „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.

Tymczasem może dziwić, że tak wielki tłum chodził za Jezusem, aby Go słuchać – a On wraz z uczniami oddala się „na miejsce pustynne osobno”. Jednak ludzie pragnący słuchać Jezusowych słów nie zniechęcają się. Szukają Chrystusa – tyle że na swój sposób, posługując się jedynie swoją intuicją, swoim tylko rozumowaniem, które w tym wypadku okazało się skuteczne, bo uprzedzili Chrystusa i oczekiwali już na Niego w miejscu, do którego On dopiero co przypłynął. Co znaczy więc „oddalenie się Jezusa”?

Rozumiem dlaczego oddalił się od mieszkańców swojego miasta Nazaret, ponieważ chcieli Go strącić w przepaść. Albo innym razem doszło do takiej sytuacji wokół świątyni, że faryzeusze i uczeni w Piśmie chcieli Jezusa ukamienować – a On zniknął im sprzed oczu. Ale tu? Przecież mieli dobrą wolę. Chcieli Go słuchać. A mimo to Jezus oddalił się. Dlaczego? Takie pytanie stawiam przede wszystkim samemu sobie: w jaki sposób ja szukam Boga w moim życiu? I czy zdaję sobie sprawę, że na nic byłoby moje szukanie, gdyby równocześnie sam Jezus mnie nie odnajdywał?

O. Jacek Salij pisze, że „jeśli szukam osoby, jeśli szukam jej naprawdę, znajdę ją tylko wówczas, kiedy dam jej szansę, żeby również ona mogła mnie szukać. Jednostronne narzucanie się osobie, którą kocham, zdradza jakiś egocentryzm, jakiś niedostatek mojej miłości. Choćby to był mój własny współmałżonek, choćby to było moje rodzone dziecko – moja miłość powinna zostawić przestrzeń, aby ta bardzo bliska mi osoba mogła się ubiegać również o mnie. Bo jeśli ja kocham naprawdę, to pragnę serdecznie, aby ten, kogo kocham, nie był egocentrykiem, aby ukształtowała się w nim bezinteresowność wobec innych. Fałszywa to miłość, jeśli osobę, którą kocham, czynię jednostronnym odbiorcą moich usług i poświęceń. Czasem w ten fałszywy sposób kochamy nasze własne dzieci i jeszcze rozczulamy się nad sobą, że z miłości do dziecka nie oszczędzamy samych siebie. Tymczasem trzeba by raczej zauważyć, że fałszywą miłością wychowuję moje dziecko na egoistę i człowieka nieszczęśliwego. Bo człowiek, który nie nauczy się prawdziwie kochać, nie może być człowiekiem szczęśliwym.”

Ten tekst bardzo dobrze przybliża zrozumienie sensu: dlaczego Pan ukrywa swoje oblicze przed człowiekiem? Dlaczego pozwala się szukać? Bóg daje człowiekowi wciąż szansę właściwego odnalezienia. Szukanie w sposób jednostronny nie jest właściwe.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus jawi się jako dobry pasterz, który poprzez swoje oddalenie w gruncie rzeczy szuka pogubionych. Bo może być tak, że ja jestem blisko Pana Jezusa, że ja z wielkim zainteresowaniem słucham Jego nauki i nic z tego nie wynika. A to znaczy, że jestem nadal zabłąkaną owcą. Wtedy dopiero naprawdę odnajdę Boga w moim życiu kiedy zrozumiem, że Jezus Chrystus jest moim Pasterzem. Tak właśnie tłumaczy o. Salij: „Nie wystarczy słuchać Jego nauki, trzeba się nią żywić. Trzeba żywić się Jego wolą, Jego mocą zbawiającą człowieka, Jego Ciałem. Właśnie po to, żeby nas odnaleźć i wyprowadzić na te wspaniałe pastwiska, Jezus niekiedy pozornie się od nas oddala. Chce nas sprowokować, abyśmy szukali Go więcej niż dotychczas.”

Jest taki wiersz Cyrila Egana, w którym pewien człowiek wciąż czegoś szukał. Pewnego dnia ktoś zapytał go czego on właściwie szuka. Odpowiedział, że szuka Boga. I dodał:

„Nie mów mi, że znajdę Go w swoim sercu,
(chociaż w jakimś sensie to prawda;)
I nie mów mi, że znajdę Go w drugim człowieku,
(chociaż w jakiejś mierze i to jest prawdą;)
To, czego szukam – to Bóg
Bóg, który wkracza we wszystkie wymiary człowieczeństwa.”

Panie, ja wiem, że w sercu moim wciąż ma swoje miejsce niepokój. Drzemią w nim jak w ciemnych zaułkach przeróżne pożądania, pretensje i urazy powiększane przez własny egoizm.

Dlatego tym bardziej proszę i wołam z mojego oddalenia – ulecz Dobry Pasterzu moje zranienia.

ks. Marian Łękawa SAC – Rektor PMK w Szkocji



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

ZOBACZYLI MARYJĘ

Wierzyć w Boga to znaczy zawierzyć i człowiekowi. Zaufać Bogu to znaczy zaufać i człowiekowi. Kochać Boga to znaczy kochać i człowieka. Jakże więc w Nią nie wierzyć, nie ufać Jej, nie kochać takiego Człowieka jak Ona.

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński