Gazeta Niedzielna

W roku bieżącym w czasie Mszy św. Kościół przekazuje swoim wiernym Słowa Ewangelii według św. Marka. Ale od dziś przez kilka niedziel, uczestnicząc w Wielkiej Tajemnicy Wiary, będziemy słuchać Ewangelii według św. Jana, z rozdziału szóstego, gdzie Chrystus stopniowo i coraz intensywniej podprowadza do właściwego zrozumienia co to znaczy Chleb życia, co to znaczy Eucharystia.

Aby Słowo Boże dziś zasłyszane we mnie żyło pełniej – powinienem przypomnieć sobie czym jest chleb dla człowieka. Bo tak już bywa, że człowiek, dla którego chleb jest pożywieniem, dopiero wtedy kiedy odczuwa jego brak, zaczyna rozumieć jak wielkim skarbem jest kromka chleba.

Ksiądz Cezary Jurkiewicz, mój współbrat na pierwszej mojej placówce po święceniach w Paryżu, który dopuścił mnie do przyjaźni z sobą pomimo czterdziestu lat różnicy, często opowiadał mi swoje koleje życia. I pamiętam jego komentarz do naszych pallotyńskich modlitw: „Dałeś im chleb z nieba, wszelki smak mający w sobie” – że on zrozumiał właściwe znaczenie tych słów dopiero w obozie koncentracyjnym w Dachau.

Kiedy zmarł lekarz profesor Breitenbach, jego trzej synowie zaczęli rozdzielać spadek po ojcu zgodnie z jego ostatnią wolą. Były tam stare, ręcznie wykonane meble dębowe, ciężkie dywany i drogocenne obrazy. Przeglądając szuflady w jednej z nich znaleźli dziwny, twardy przedmiot owinięty w szary papier. Po odwinięciu zobaczyli skamieniałą połówkę bochenka chleba. I wtedy stara gospodyni opowiedziała zdumionym synom historię tego chleba: Było to w czasie I wojny światowej. Starszy pan wtedy właśnie ciężko zachorował. Do tej choroby dołączył się ogólny stan wyczerpania. Potrzebne było dobre odżywianie, ale to były bardzo trudne czasy. Właśnie w tym krytycznym momencie jeden ze znajomych przysłał pół bochenka chleba. Chociaż profesor bardzo się ucieszył z tego prezentu, to nie zjadł chleba. Wiedział, że w sąsiednim domu córka nauczyciela była chora i cierpiała z głodu. Powiedział wtedy: „Co tam ja… stary człowiek, młode życie bardziej tego potrzebuje”. I musiałam zanieść ten chleb do domu nauczyciela. Jak się później okazało, także jego żona nie chciała zatrzymać tego podarunku, lecz oddała go wdowie, która mieszkała na poddaszu. Ale i tutaj nie skończyła się dziwna podróż chleba. Staruszka zaniosła go bowiem do swojej córki, która razem z dwójką dzieci mieszkała na sąsiedniej ulicy w suterynie. Z kolei córka patrząc na ten chleb przypomniała sobie starego lekarza, który wyleczył jedno z jej dzieci z ciężkiej choroby i nie wziął za swoją pracę ani grosza. Poszła więc z tym pół-bochenkiem do mieszkania doktora, a my natychmiast rozpoznaliśmy ten chleb – zakończyła gospodyni. Kiedy pan profesor trzymał znowu w dłoniach ten kawałek chleba i słuchał opowieści o jego wędrówce, był poruszony do głębi i powiedział: „Tak długo, jak wśród nas panuje taka miłość, nie obawiam się o nas”. Ale chleba nie zjadł. Tylko powiedział do mnie: „Zachowamy go, a kiedy zacznie nas ogarniać małoduszność, wystarczy, że na niego popatrzymy”.

Kiedy gospodyni skończyła opowiadać, trzej bracia jeszcze długo milczeli. Wreszcie najstarszy z nich powiedział: „Myślę, że powinniśmy podzielić się tym chlebem. Każdy z nas zachowa swój kawałek jako pamiątkę po naszym ojcu oraz jako przypomnienie tej ukrytej w człowieku siły, która nie opuszcza go nawet w największej potrzebie.”

Cyprian Norwid w wierszu Moja piosnka podniósł chleb aż do wysokości boskiego rodowodu

„Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów Nieba… Tęskno mi, Panie…”

Żyjąc z dala od Ojczyzny często widzę sponiewierany chleb, porzucony, jakby nie miał już żadnej wartości. Taki chleb z czym może się kojarzyć dzisiejszemu człowiekowi, który słucha o cudzie jego rozmnożenia? Doczesność jest tą pokusą, która wciąż idzie za człowiekiem i usiłuje sprowadzić Jezusa tylko do ziemskiego wymiaru. Ale Chrystus nie daje się zamknąć w takim ciasnym kole. Dlatego wychodzi na górę. Kto chce iść za Nim musi zadać sobie trud wspinania i szukania. I tłumy szły za Jezusem i byli zasłuchani tak bardzo, że nawet zapomnieli o jedzeniu. Jego słowa: „Starajcie się naprzód o Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” były rozumiane dosłownie.

Jezusowy cud rozmnożenia chleba miał już swoją zapowiedź w Starym Testamencie, kiedy to prorok Elizeusz – jak opisuje dzisiejsze I Czytanie – cudownie nakarmił stu ludzi, mając tylko dziesięć jęczmiennych placków. Ale w tym miejscu ogarnia mnie niepokój, bo ci, którzy byli najbliżej nie uwierzyli w niemożliwe rzeczy, które sprawia Bóg. Bo jak wytłumaczyć nie zdziwienie, ale niedowierzanie najpierw sługi proroka, który pyta: „Jakże to rozdzielę między sto ludzi?” Zaś w Ewangelii Andrzej, brat Szymona Piotra mówi do Jezusa: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”

Jak bardzo potrzebuję Bożej mocy, by móc wciąż przezwyciężać moją ludzką niemoc i wznosić się ponad to, co jest tylko doczesne. Bo można pozostać ze swoim brakiem zawierzenia, ale wtedy jest już tak jak napisał ks. Jan Twardowski: „Widzimy tylko chleb – nie widzimy Jezusa w Komunii świętej. Widzimy ciało – nie widzimy ducha. Widzimy ludzkie działanie – ale nie widzimy Bożej łaski”.

ks. Marian Łękawa SAC – PMK w Szkocji



Fundacja Veritas

Historia fundacji

Księgarnia Veritas

Przejdź do księgarni

Artykuły


Myśl tygodnia

ZOBACZYLI MARYJĘ

Wierzyć w Boga to znaczy zawierzyć i człowiekowi. Zaufać Bogu to znaczy zaufać i człowiekowi. Kochać Boga to znaczy kochać i człowieka. Jakże więc w Nią nie wierzyć, nie ufać Jej, nie kochać takiego Człowieka jak Ona.

z: Ks. Mieczysław Maliński, Wszystkie nasze dzienne sprawy, Veritas 1978, ilustr. A. Głuszyński